Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Jak oceniasz swoje zbiory buraków cukrowych?
 
Dobrze
Źle
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 9/2017

To nie biznes, tylko projekt wiejski


Czy można prowadzić gospodarstwo biodynamiczne na prawie 2 tysiącach hektarów? Można. Udowadnia to Spółka Rolnicza Juchowo. Jej udziałowcy i pracownicy uprawiając rośliny i hodując bydło mleczne stosują zasady biodynamiki opracowane przez austriackiego filozofa Rudolfa Steinera.

Najpierw krótkie wyjaśnienie. Rudolf Steiner (1861-1925) zajmował się nie tylko filozofią kultury, krytyką literacką i edukacją, ale też biologią, chemią, fizyką oraz rolnictwem. Był twórcą antropozofii. Rok przed śmiercią, w Kobierzycach pod Wrocławiem poprowadził cykl wykładów dla międzynarodowego grona rolników. Tak zwane „Kursy rolnicze” traktowały o „Podstawach wiedzy duchowej dla powodzenia w rolnictwie”. Wyłożył tym samym zasady rolnictwa biodynamicznego, opierającego się na naturalnych procesach. Przewodnia idea Steinera, będąca inspiracją całego późniejszego ruchu, to integralne, całościowe podejście do natury, oparte na obserwacji i zrozumieniu jej praw. Od tego czasu w Europie powstają gospodarstwa prowadzone według tych zasad. Nawożenie opierają na kompoście wzmocnionym tzw. preparatami biodynamicznymi, prace polowe wykonują w zgodzie z kalendarzem biodynamicznym. Takich gospodarstw, które plasują się o stopień wyżej od ekologicznych jest w Polsce siedem. Są certyfikowane przez Stowarzyszenie Demeter – Polska.

Fundacja właścicielem spółki

Największe z nich działa w Juchowie pod Szczecinkiem (woj. zachodniopomorskie). Początki nie były jednak łatwe. W 1992 r. cześć byłego PGR w Juchowie wydzierżawiła od Agencji Własności Skarbu Państwa Niemka, Dorothee Himmele-Doll, wnuczka ostatniego przedwojennego właściciela Juchowa, która już wtedy zamierzała prowadzić tu gospodarstwo biodynamiczne. To jednak nie był czas na ekologię, a tym bardziej na biodynamikę, więc próba zakończyła się fiaskiem.

Dopiero w 2001 r., kiedy gospodarstwo wykupiła Fundacja im. Stanisława Karłowskiego (to senator II RP, żyjący w latach 1879-1939, pionier rolnictwa biodynamicznego w Polsce, zamordowany przez nazistów) gospodarstwo odbiło się od dna. Fundację założyły osoby niezwiązane zawodowo z rolnictwem, ale zafascynowane biodynamiką. Prowadzenie gospodarstwa powierzyły Spółce Rolniczej Juchowo (jej właścicielem jest fundacja, a spółka dzierżawi od niej gospodarstwo). Członkami zarządu spółki są: Krzysztof Ostrowicki (odpowiada za produkcję roślinną) i Monika Liberacka (odpowiedzialna za produkcję zwierzęcą).

W 2004 r. fundacja powiększyła areał gospodarstwa dokupując ziemię w sąsiednim Radaczu i od tego czasu majątek liczy 1900 ha, z czego 1400 ha to grunty orne, 350 ha to łąki torfowe, z których gospodarstwo pozyskuje pasze dla bydła, a resztę zajmują stawy, zadrzewienia, lasy. Prawie nie ma tu nieużytków – wszystkie przekształcone zostały w zbiorniki wodne lub inne elementy proekologiczne.

Sadzą żywopłoty, zakładają stawy

„Celem projektu wiejskiego Juchowo-Radacz jest pokazanie, w jaki sposób można chronić przyrodę i wykorzystać środowisko naturalne na rzecz rolnictwa” – czytamy na tablicach informacyjnych w gospodarstwie, które jest otwarte dla gości – każdy może tu wejść i zapoznać się z metodami produkcji. Dalej spółka wyjaśnia, że na glebach piaszczystych, wymokliskach, w miejscach narażonych na erozję sadzi drzewa i żywopłoty, dające schronienie ptakom, ssakom i owadom. Na małych, trudnych do zagospodarowania działkach wysiewa rośliny miododajne, które przyciągają wiele gatunków zapylaczy, na czym zyskują rośliny uprawne. Rośliny miododajne rosną też w dużych ilościach na podwórzu.

Ponieważ roczne opady w tym regionie wynoszą tylko ok. 550 mm, nie zapewniają dostatecznej ilości wody uprawom. Dlatego spółka zakłada zbiorniki wodne i piętrzy wodę.

Dzięki temu połowa gruntów ornych w gospodarstwie może być nawadniana deszczowniami szpulowymi. Na 350 ha działa stacjonarny system nawodnień ciśnieniowych – woda pochodzi z trzech studni głębinowych, natomiast woda do nawadniania kolejnych 350 ha pobierana jest z własnych ponad 20 stawów. Nawadniane są głównie warzywa i pastwiska.

Patrzą na szkodniki

700-800 ha zajmują w Juchowie uprawy paszowe – to użytki zielone na gruntach ornych: trawy z lucerną i trawy z koniczyną. Z tego 140 ha zlokalizowanych w pobliżu ośrodka gospodarczego wykorzystuje się jako pastwiska, a resztę jako łąki kośne. Po trzech latach użytki zielone są zaorywane i na tych działkach spółka sieje zboża: orkisz, żyto, owies, jęczmień ozimy oraz jary. Kukurydza rośnie na niewielkiej powierzchni 8 ha. – Od lat próbujemy ją uprawiać, niestety, na razie nie udaje nam się wygrać z chwastami – przyznaje Krzysztof Ostrowicki. – Ale nie poddajemy się. Na 2 ha rosną ziemniaki, na 5 ha oraz na 700 m2 pod tunelami foliowymi ok. 40 gatunków warzyw, po 4 ha zajmują marchew i buraki ćwikłowe uprawiane na soki (kupują je Niemcy).

- Gleby w Juchowie są mozaikowate – od klasy III do VI. Dlatego stosujemy cztery osobne płodozmiany. Trzy są typowo produkcyjne. Na przykład przez trzy lata uprawiamy trawy z motylkowatymi, a przez dwa lata zboża. W intensywniejszym płodozmianie orkisz i jęczmień ozimy, a w mniej intensywnym żyto i owies – wyjaśnia Krzysztof Ostrowicki. – Mamy też płodozmian na 200 hektarów klasy V i VI, gdzie musimy odbudować żyzność gleby, dlatego te grunty są cały rok zazielenione, gleba nigdy nie leży w czarnym ugorze. W tym płodozmianie uprawiamy grykę, seradelę, facelię i łubin.

Plony zależą od roku. W te żniwa spółka zebrała 3 t owsa z ha, co jak na gospodarstwo ekologiczne jest dobrym wynikiem. Zimna wiosna spowodowała jednak, że oziminy słabiej sypią. Jęczmienia ozimego zebrano ponad 3,3 t/ha. W pierwszej połowie sierpnia trwał zbiór orkiszu, więc nie można było jeszcze określić wielkości plonu. W poprzednich latach dawał od 1,5 do 2,5 t/ha.

- Trzeba jednak pamiętać, że nakłady mamy znacznie niższe niż rolnicy konwencjonalni. Koszty to siew (najczęściej gospodarstwo używa nasiona z własnego zbioru i płaci tylko niewielką opłatę licencyjną), jeden, dwa zabiegi odchwaszczania mechanicznego i zbiór. Plony są znacznie niższe niż w gospodarstwach konwencjonalnych, ale mimo to ekologiczna uprawa jest bardziej opłacalna – twierdzi Krzysztof Ostrowicki.

Ziarno zbóż przechowywane jest w magazynach płaskich o pojemności 1500 t. To zabezpiecza potrzeby gospodarstwa.

- Mamy już pola tak zadbane, że możemy sobie pozwolić na uprawę jak najbardziej uproszczoną. Po żniwach, na działkach, na których nie ma perzu, przejeżdżamy dwa razy kultywatorem lub broną talerzową i siejemy. Na polach, na których jeszcze występuje perz oraz inne chwasty musimy wykonać orkę. Także pod orkisz lepiej zaorać glebę, ponieważ po trzech latach uprawy traw z koniczyną ziemia jest tak zbita, że trzeba ją rozluźnić. Przejazd kultywatorem nawet na głębokość 20 centymetrów nie pomoże – tłumaczy rolnik i dodaje, że stosując właściwy płodozmian raczej nie ma problemów ze szkodnikami i chorobami oraz z chwastami. – Przeważnie zdarzają się tylko sporadycznie, czasem jednak w dużym nasileniu. Tak jak w ubiegłym roku, kiedy na łubinie pojawiła się ogrodnica niszczylistka i w pięć dni zniszczyła całe 60 hektarów – przyznaje Krzysztof Ostrowicki. – Szkodniki i choroby najczęściej jednak nie przekraczają progu ekonomicznej szkodliwości. Ale jak już się pojawią możemy tylko patrzeć, ponieważ nie stosujemy żadnych ekologicznych środków ochrony roślin.

Czaszka krowy, pęcherz jelenia

Biodynamiczna uprawa roślin powinna być prowadzona według kalendarza, który wyznacza dni siewu i zbioru. Jednak w tak dużym gospodarstwie jak Juchowo bardzo trudno przestrzegać tych terminów. – Robimy to tylko w przypadku niektórych gatunków: gryki, ziemniaków oraz warzyw, ale w uprawie zbóż stosowanie kalendarza biodynamicznego jest niemożliwe. Tak jak nie można go przestrzegać podczas sianokosów – zaznacza Krzysztof Ostrowicki.

Natomiast rygorystycznie podchodzi się tu do nawożenia, stosując wyłącznie kompost uaktywniony odpowiednimi preparatami. To najważniejszy element uprawy.

Najpierw więc o preparatach. Podstawowych, opracowanych przez Rudolfa Steinera jest dziewięć i mają numery od 500 do 508. Preparaty 500 i 501 stosuje się odpowiednio na glebę i na rośliny, pozostałymi szczepi się kompost.

Preparatem 500 (krowieńcowym) opryskuje się pola jesienią lub wiosną (raz w roku), przed rozpoczęciem wegetacji, żeby pobudził życie mikrobiologiczne w glebie. Jak go zrobić? Jesienią trzeba napełnić puste rogi krowie łajnem od krów wysokocielnych zebranym na pastwisku, a następnie zakopać je w ziemi na głębokości 50-60 cm. Wiosną rogi odkopuje się, wytrząsa z nich suchy preparat, mieli się go i rozpuszcza w wodzie (100 g na 100 l), w dębowej beczce. Następnie należy go mieszać ręcznie przez godzinę, raz w prawo, raz w lewo, tak dynamicznie, żeby tworzył się wir. Po czym można go wlać do zbiornika opryskiwacza i jechać na pole.

Problem w tym, że na hektar potrzeba preparatu z czterech rogów, a więc spółka w Juchowie na 1900 ha potrzebuje prawie 8 tys. rogów. – Przygotowywaniem wszystkich preparatów zajmuje się jeden pracownik zatrudniony na pełnym etacie – zdradza Krzysztof Ostrowicki.

Natomiast tylko 200-300 krowich rogów potrzeba do zrobienia preparatu 501 „krzemionkowego”, którym opryskuje się rośliny, żeby poprawić ich kondycję i wpłynąć pozytywnie na jakość plonów. W tym przypadku od wiosny do jesieni rogi krowie napełnia się mączką kwarcową, a następnie zakopuje je w ziemi na głębokości 50-60 cm. Wiosną i latem rogi się wykopuje, a ich zawartość miesza z wodą w proporcji 10 g na 100 l. Otrzymany roztwór wlewa się do zbiornika specjalnego opryskiwacza z dwiema rurami i dwiema dyszami umieszczonymi wysoko. Na hektar zużywa się od 11 do 38 l wody z preparatem.

Preparaty ziołowe o numerach od 502 do 507 – jak twierdzą rolnicy biodynamiczni – poprawiają jakość kompostu stosowanego do nawożenia. Uaktywniają rozkład materii organicznej, korzystnie wpływają na rozwój pożytecznych mikroorganizmów i ograniczają rozwój grzybów pleśniowych w pryzmie. I tak np. 502 to preparat krwawnikowy, 503 – rumiankowy, 504 – pokrzywowy, 505 to kora dębu zakopana w czaszce krowy, a 507 to preparat z kozłka lekarskiego. Preparat 508 powstaje ze skrzypu i służy do uszlachetniania obornika.

Są też nowe preparaty, niewymyślone przez Steinera, np. Fladen, wykonany z łajna krowiego, który w odróżnieniu od preparatu 500 trzyma się w skrzynkach dębowych. Poprawia on jakość gnojowicy.

W Juchowie preparaty magazynowane są w glinianych naczyniach ustawionych w specjalnym pomieszczeniu, czyli starym silosie na kukurydzę, zadaszonym i częściowo wkopanym w ziemię, gdzie przez cały rok panuje stała wilgotność, a temperatura wynosi kilkanaście stopni C. Tam mają odpowiednie warunki, tym bardziej, że naczynia wkopane są w torf.

Cały tekst można przeczytać we wrześniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone