Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Co sądzisz o Planie dla wsi przedstawionym przez ministra rolnictwa?
 
Pomoże rolnikom
Nie pomoże rolnikom
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 2/2018

Kozie mleczko

Pięć milionów litrów mleka, w większości koziego, przerabia rocznie mleczarnia przy gospodarstwie rodziny Gramowskich w Bukowcu (Wielkopolska). Rolnicy utrzymują największe w Polsce stado kóz liczące 2 tys. zwierząt.

W 1993 r. Maciej Gramowski z dwoma braćmi, a w zasadzie ich firma budowlana, wydzierżawiła od Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa popegeerowskie gospodarstwo w Bukowcu pod Chodzieżą: 860 ha, dwa podwórza gospodarcze, bydło mleczne i sto kóz. – Później wyłączyliśmy gospodarstwo z działalności budowlanej, z trzech braci zajmujących się rolnictwem zostało dwóch, a teraz prowadzę gospodarstwo z żoną i dziećmi jako firmę rodzinną – wyjaśnia Maciej Gramowski, współwłaściciel i wiceprezes spółki jawnej Agro-Danmis Gramowscy.

Na dwóch nogach

Bracia Gramowscy pochodzą z niedużego gospodarstwa położonego w sąsiedztwie, ale kiedy przystępowali do przetargu nie byli rolnikami. – Uznaliśmy jednak, że gospodarstwo w Bukowcu ma szansę na rozwój – wspomina Maciej Gramowski. – Mieliśmy już firmę budowlaną i mogliśmy połączyć księgowość, czy warsztaty naprawcze. To miało sens. Tym bardziej, że po wydzierżawieniu gospodarstwa nasza firma zyskała „drugą nogę”. Można było zdywersyfikować dochody i ryzyko. Ponadto znaliśmy pracowników i kierownika, który także po wydzierżawieniu zarządzał gospodarstwem.

Rodzina Gramowskich uprawia teraz 910 ha, z których niespełna 600 to już własność, a ponad 300 stanowi dzierżawa od Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (umowa na część areału obowiązuje do 2022 r.). - Zabiegamy o wykup kolejnej części dzierżawionych gruntów, zgodnie z uzgodnieniami z Agencją Nieruchomości Rolnych. Jednak KOWR, wykonujący prawa właścicielskie, domaga się wyłączenia tej ziemi z dzierżawy. Wobec tego skierowaliśmy sprawę do sądu. Obecnie zajmuje się nią Sąd Okręgowy w Poznaniu – mówi Maciej Gramowski.

Większość areału gospodarstwa (ok. 600 ha) przeznaczona jest pod zboża na pasze i na sprzedaż, na 150 ha rolnicy uprawiają kukurydzę na kiszonkę, na 130 ha rzepak, łąki kośne zajmują 70 ha, a resztę lucerna. – Jesteśmy na etapie rejestracji grupy producenckiej specjalizującej się w produkcji zbóż – zdradza Maciej Gramowski. – W jej skład wejdzie siedmiu rolników.

Krowy mleczno-mięsne

Właściciele nie zmienili profilu produkcji jaki zastali w gospodarstwie – utrzymują 200 krów dojnych francuskiej rasy montbeliarde. Całe stado liczy 500 sztuk. Montbeliarde to rasa dużego kalibru o dwukierunkowym typie użytkowym – mleczno-mięsnym. Umaszczenie jest czerwono-białe, głowa, brzuch i wymię są zawsze białe. Dorosłe krowy osiągają 800 kg masy ciała i 145-150 cm w kłębie. Buhaje ważą 1000-1200 kg. Krowy dość wcześnie dojrzewają, pierwsze ocielenie następuje w 26-30 miesiącu życia. Średnia wydajność mleka wynosi 6000-8000 kg, o zawartości tłuszczu 3,6-4,3 proc. i białka 3-3,3 proc.

W Bukowcu bydło zajmuje oborę wolnostanowiskową, ściołową, z halą udojową 2x9 (dój odbywa się dwa razy dziennie). - Nasze krowy dają 8 tysięcy litrów mleka w laktacji – mówi Maciej Gramowski. – Są mniej wymagające niż bydło rasy holsztyńsko-fryzyjskiej, zdrowsze, przeżywają więcej laktacji, nawet dziewięć, ale średnio 6-8. Mamy tu jeszcze zwierzęta, które kupiliśmy we Francji z 2007 roku, kiedy miały dwa lata, teraz są więc w wieku 12 lat.

Krowy są sztucznie inseminowane nasieniem seksowanym, tak żeby rodziło się więcej jałówek niż byczków. Te są opasane do wagi ok. 600 kg i sprzedawane. Jałówki zostają w gospodarstwie i przeznaczane są na remont stada.

Bydło żywione jest TMR-em (mieszanym w samojezdnym wozie paszowym), w skład którego wchodzi kiszonka z kukurydzy, sianokiszonki z traw i lucerny oraz pasza treściwa na bazie śruty rzepakowej ekstrudowanej, pszenżyta, owsa i kukurydzy (bez śruty z soi genetycznie zmodyfikowanej), a także premiksy. Cielęta i młodzież dostają siano.

Dwie rasy kóz

Stado kóz powiększyło się z początkowych 100 do 2 tys. sztuk (w tym 1200 kóz dojnych). W jednej koziarni przebywa ok. 1000 kóz rasy polskiej białej uszlachetnionej (samice są kryte przez kozły rasy saaneńskiej), w drugiej – tyle samo kóz rasy alpejskiej o brązowym umaszczeniu.

Kozy rasy polskiej białej uszlachetnionej są średniej wielkości, mają harmonijną budowę ciała i dobrze zaznaczone cechy mleczności. Wśród nich są osobniki rogate i bezrożne, broda może występować zarówno u samic (szczątkowa) jak i u samców (obfita). Masa ciała dorosłego kozła powinna wynosić minimum 60-100 kg, a dorosłej kozy 45-70 kg. Kozy rasy alpejskiej są podobnej budowy i wielkości.

W Bukowcu zwierzęta utrzymywane są na wysokiej ściółce ze słomy. Osobne boksy przeznaczono dla koźlątek i młodzieży, osobne dla zwierząt powyżej pierwszego roku życia. Kozy nie są wypuszczane na pastwiska, ale mają do dyspozycji wybiegi przy koziarniach. Stosuje się tu żywienie alkierzowe – stoły paszowe usytuowano w bocznej części budynków, gdzie może wjechać paszowóz, w którym przygotowywany jest TMR (raz dziennie, rano, a na drugi dzień niedojady są wyrzucane i zadawana jest świeża karma). - W skład TMR, tak samo jak w przypadku paszy dla bydła, wchodzi przede wszystkim kiszonka z kukurydzy, sianokiszonki z traw i lucerny oraz pasza treściwa na bazie śruty rzepakowej, pszenżyta, owsa i kukurydzy oraz premiksy. Kozy nie są karmione śrutą z soi genetycznie zmodyfikowanej. Poszczególne składniki w paszy dla kóz występują jednak w innych proporcjach niż w paszy dla bydła – tłumaczy Tomasz Maślanka, zootechnik w gospodarstwie w Bukowcu.

Zboża i kukurydza pochodzą z pól gospodarstwa, właściciele dokupują jedynie śrutę rzepakową, premiksy i inne dodatki paszowe. Zwierzęta w każdej chwili mogą wejść do części budynku z gankiem paszowym i do woli pobierać paszę, natomiast w kojcach dostają do woli siano i wodę. Dawki układa zootechnik z żywieniowcem z firmy paszowej.

W obu koziarniach kozy dojone są w halach udojowych na 36 sztuk – zajmują się w tym w każdej hali dwie pracownice. Dój odbywa się rano i wieczorem. – Nasze kozy dają średnio dwa litry mleka dziennie – mówi Maciej Gramowski. – Nie jest to rekordowa wydajność. W Holandii i w Niemczech osiągają trzy litry, w Wielkiej Brytanii cztery. Zależy to od rasy i genetyki, bo my nie oszczędzamy na żywieniu.

Ciąża kóz trwa pięć miesięcy. Po wykotach zdaja się siarę, a już po tygodniu od porodu mleko trafia do mleczarni, natomiast koźlęta dostają preparat mlekozastępczy. Koźlęta zaraz po wykotach oddzielane są od matek i przenoszone do oddzielnych boksów w innym budynku, a siarę dostają z butelek. Małe kózki są szczepione przeciwko bakteriom beztlenowym i chorobom układu oddechowego, a także usuwa się im rogi przez wypalanie (koziołkom nie, żeby mogły walczyć). Pierwiastki wracają do „dorosłego” stada po 12-18 miesiącach, po pierwszych wykotach. Żyją 6-8 lat. Kozły przeznaczane są do rozpłodu w wieku dwóch lat. – Kupujemy też kozły w Niemczech, żeby wprowadzić do stada inną genetykę – mówi Maciej Gramowski.

Nowe koziarnie

Teraz kozy utrzymywane są w starych popegeerowskich budynkach inwentarskich, które kiedyś były oborami, a później chlewniami. Obornik trzeba z nich usuwać ręcznie, bo w boksach nie mieści się ładowarka. Ponieważ zwierzęta lubią wysokie pomieszczenia, w obiektach usunięto stropy, żeby stado miało więcej powietrza. To jednak wciąż za mało.

- Robi się trochę ciasno, stąd plan wybudowania nowych obiektów inwentarskich – przyznaje Maciej Gramowski, który chce powiększyć stado do 10 tys. kóz i wybudować dla nich nowe stalowo-żelbetowe hale, o kalenicy na wysokości 8 m i otwieranych ścianach. – Mam już wszystkie pozwolenia budowlane, jednak koszty takiej inwestycji to 8-10 milionów złotych, więc nie wiem, czy się na nią zdecydujemy – dodaje.

Problemem jest też zbyt mały areał gruntów należących do gospodarstwa na tak duże stada bydła i owiec. – Potrzebowałbym 1200 hektarów, żeby zachować dobrostan zwierząt – twierdzi rolnik. Obecny areał wystarczy do wyżywienia stad, jednak nie daje odpowiedniej ilości słomy do ściółkowania budynków. Dlatego właściciele gospodarstwa kupują baloty od sąsiadów. – W ten sposób promujemy rolnictwo zrównoważone. Obornik trafia na pola, które uprawiamy tradycyjnie, stosując orkę i wszystkie inne uprawki – mówi Maciej Gramowski.

Cały tekst można przeczytać w lutowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Tytus Żmijewski

 

 


Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat