Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Pani/Pana gospodarstwo spełnia wymogi Dyrektywy azotanowej?
 
Tak
Nie
Trudno powiedzieć


Artykuł z numeru: 03/2018

Chlewnie jak twierdze


Ponad 30 ferm, 22,5 tysiąca macior, 600 tysięcy tuczników odstawianych rocznie do własnych zakładów mięsnych. Jak zabezpieczyć trzodę przed afrykańskim pomorem świń przy tak wielkiej produkcji, jaką prowadzi duńska spółka Poldanor z siedzibą w Przechlewie?

- Od lat stosujemy bioasekurację, choć od 2014 roku, czyli od momentu, kiedy w Polsce wykryto wirus ASF, jesteśmy wyjątkowo czujni – zapewnia Grzegorz Brodziak, od grudnia 2008 r. prezes zarządu Poldanor SA w Przechlewie (woj. pomorskie). Spółka działa w Polsce od 24 lat i specjalizuje się w produkcji trzody chlewnej w cyklu zamkniętym (pod względem wielkości to drugi producent w Polsce po Agri Plus) w ponad 30 obiektach nowych oraz popegeerowskich, zlokalizowanych w województwach: pomorskim, zachodniopomorskim, wielkopolskim i kujawsko-pomorskim. Poldanor prowadzi tucz zamknięty według modelu duńskiego – ma 22,5 tys. loch DanBred na kilku fermach liczących od 200 do 8 tys. macior. Od maciory odchowuje się tu średnio 32 prosięta. W wieku czterech tygodni (6-7 kg) są one przewożone do warchlakarni, a po ośmiu tygodniach do tuczarni, skąd rocznie wyjeżdża do zakładów mięsnych Prime Food w Przechlewie, prowadzonych przez siostrzaną spółkę Poldanoru, ok. 600 tys. tuczników. To tzw. system trójfazowy. Dla zapewnienia optymalnej zdrowotności nie miesza się tu zwierząt z poszczególnych ferm. Każda ferma mateczna ma przypisaną własną warchlakarnię, a każda warchlakarnia posyła warchlaki zawsze do tych samych tuczarni. Taki system daje możliwość utrzymania lepszego statusu zdrowotnego stad, a także podziału zwierząt na grupy technologiczne, a co za tym idzie większej specjalizacji pracowników i sprzętu.

Spółka sprzedaje też warchlaki rolnikom indywidualnym.

Bez antybiotyków, bez GMO

Na wszystkich fermach chów zwierząt wygląda tak samo, poza nielicznymi wyjątkami dotyczącymi żywienia. – Na jednej z ferm 14 tysięcy tuczników żywimy na mokro, paszą na bazie kiszonego ziarna kukurydzy, które mieli się w specjalnym młynku, a następnie dodaje premiksy i wodę. Taka papka trafia rurami do koryt, a kierownik produkcji poprzez program komputerowy reguluje dawkę w każdym korycie. W pozostałych obiektach stosujemy żywienie na sucho paszami granulowanymi produkowanymi we własnych mieszalniach w Koczale i Miętnie – mówi Piotr Cybulski, lekarz weterynarii w firmie Poldanor. Dlaczego tylko na jednej fermie stosowane jest żywienie na mokro? – Ponieważ koszt takiej instalacji jest bardzo wysoki – odpowiada. – Będziemy jednak systematycznie wprowadzać tę metodę – w tym roku założymy instalację na kolejnej fermie.

25-30 proc. surowców do produkcji pasz pochodzi z własnych upraw kukurydzy i zbóż, ale już w przyszłym roku udział ten ma wzrosnąć do 32 proc. Resztę surowców spółka kupuje. - To około 100 tysięcy ton zbóż rocznie, głównie pszenżyto i jęczmień – dodaje prezes Brodziak. – Na razie nie mieliśmy problemów z zakupem ziarna.

Fermy Poldanoru potrzebują rocznie 10 tys. t mokrego ziarna kukurydzy oraz niewielkie ilości suchego. – W tym roku przeznaczymy na kukurydzę na ziarno większy areał, ponieważ dojdzie nam jedna ferma z żywieniem na mokro – mówi Piotr Cybulski.

Na niektórych fermach Poldanoru testowane są efektywne mikroorganizmy podawane zwierzętom w wodzie. – Robimy to tylko w obiektach, w których występują pewne problemy zdrowotne. Tam w celu redukcji zużycia antybiotyków posiłkujemy się EM-ami. Z powodzeniem – dodaje lekarz weterynarii.

- Uważamy, że jest możliwa produkcja tuczników bez leczenia zwierząt antybiotykami – mówi prezes Brodziak. – Taką technologię stosujemy od dwóch lat w jednej linii produkcyjnej bazującej na dużej fermie matecznej z 5-tysięcznym stadem macior. Ponad połowa tuczników z tej fermy matecznej trafia do uboju jako nigdy nie leczone antybiotykami. To sukces. Teraz obejmujemy tym systemem kolejne fermy. Jednocześnie tuczniki te są żywione paszami na bazie śruty z soi niezmodyfikowanej genetycznie. Wprowadziliśmy już takie mięso do sprzedaży detalicznej. Jest odpowiednio oznakowane i oczywiście droższe od zwykłej wieprzowiny, ponieważ produkcja takich tuczników jest droga. Jako komponent paszy stosujemy śrutę sojową „non-GMO”, a ta jest o około 40 procent droższa od śruty z soi zmodyfikowanej genetycznie.

- W celu wyeliminowania antybiotyków stosujemy najwyższy poziom bioasekuracji i higieny oraz szczepienia niekomercyjnymi autoszczepionkami, czyli celowaną profilaktykę – wyjaśnia Piotr Cybulski. – Bardzo ważne są też szkolenia pracowników i ich podejście do pracy.

Obrona przed ASF

Jak Poldanor zabezpiecza swoje stada świń przed ASF? – Mamy specjalny zespół, który co kilka miesięcy aktualizuje wytyczne, w celu zminimalizowania ryzyka przeniesienia wirusa ASF do chlewni – mówi prezes Grzegorz Brodziak.

Oczywiście nikt postronny nie może wejść na fermę. Nasi pracownicy są zatrudnieni na stałe, na etatach. Mogą wyjść na spacer do lasu, ale nie wolno im uczestniczyć w polowaniach – wymienia Piotr Cybulski. - Nie mogą utrzymywać własnych świń, ani mieszkać w gospodarstwie, w którym hodowana jest trzoda. Obowiązują ich 72 godziny kwarantanny po wizytach na wystawach zwierząt. Nie mogą wnosić na fermy żywności pochodzenia zwierzęcego, czyli mięsa i jego przetworów. Nie mogą wjeżdżać na fermy swoimi samochodami – parkingi są na zewnątrz. Po wejściu na fermę pracownicy przechodzą przez strefę dezynfekcji. Zostawiają w szafkach własne ubrania, biorą prysznic i przebierają się w ubrania „fermowe”. Mogą wnieść tylko okulary, telefony, sprzęt medyczny. Tę procedurę muszą powtórzyć także podczas każdego wyjścia z fermy na zewnątrz w godzinach pracy. Ruch pracowników pomiędzy fermami odbywa się według schematu. Transport paszy i zwierząt planowany jest w taki sposób, aby ograniczyć do minimum ryzyko ewentualnego rozprzestrzeniania się chorób zakaźnych.

Wszystkie fermy należące do spółki Poldanor są ogrodzone siatką drucianą posadowioną na podmurówce, żeby żadne zwierzę nie podkopało się pod ogrodzenie. Tam gdzie to jest możliwe, wzdłuż ogrodzenia wysypany jest tłuczeń.

Spółka ma własne samochody do transportu trzody, pasz i innych towarów (tylko w niewielkim stopniu korzysta z transportu zewnętrznego). – Niezależnie od funkcjonującej w naszej bazie transportowej myjni pojazdów, przy Zakładach Mięsnych Prime Food dwa lata temu oddaliśmy do użytku jeszcze jedną nowoczesną myjnię, w której samochody myte są po każdej dostawie zwierząt – mówi prezes Brodziak. – Dodatkowo pojazdy muszą przejechać kilka kilometrów dalej do naszej bazy, gdzie są poddawane termodezynfekcji w komorze z nagrzewnicami gazowymi, którą nazywamy „piekarnikiem”. Tam w temperaturze 70 stopni pozostają przez 20-30 minut. Tyle wystarczy, żeby patogeny zginęły. To rozwiązanie także wprowadziliśmy dwa lata temu, prawdopodobnie jako pierwsi w kraju.

Samochody wjeżdżają na fermy przez wanny przejazdowe (niezadaszone) z matami nasączonymi środkami dezynfekcyjnymi. Wanny mają głębokość równą wysokości opon, a długość taką, żeby koło wykonało w nich co najmniej 1,5 obrotu.

- Takie zasady obowiązują u nas od dawna i nie zostały wprowadzone w związku z ASF, ale dokładamy do nich punkty związane z tym ryzykiem – mówi Piotr Cybulski. – Dotyczy to na przykład prywatnych wyjazdów naszych pracowników do stref z ograniczeniami. Po przyjeździe ze wschodnich województw Polski muszą umyć swój samochód i mogą wejść na fermę dopiero po 72 godzinach od powrotu.

Apele i ulotki

Co stanie się z wielką fermą, jeśli ASF pojawi się w jakimś sąsiednim gospodarstwie utrzymującym świnie? - O tym zdecyduje powiatowy lekarz weterynarii, a my się dostosujemy – mówi prezes Brodziak. – Jeśli podejmie decyzję o przymusowym uboju zwierząt z urzędu, to tak się stanie. Na razie możemy tylko wzmacniać działania bioasekuracyjne, apelować i uświadamiać naszych sąsiadów. Powiatowi lekarze weterynarii i starostowie powiatów, w których mamy fermy, organizują szkolenia dla rolników. My przygotowaliśmy plakaty ostrzegające przed skutkami ASF, które we współpracy z powiatowymi lekarzami weterynarii dystrybuowaliśmy na terenie powiatu człuchowskiego i kilku ościennych. Powtórkę tej akcji obecnie planujemy we współpracy z wojewódzkim zachodniopomorskim lekarzem weterynarii.

- Nie znamy scenariusza, ponieważ nie było jeszcze przypadku, żeby ferma wielkotowarowa znalazła się w strefie zagrożenia – dodaje Piotr Cybulski. – Nic niestety nie jest doprecyzowane. Myślę, że fermy wielkotowarowe, w których przestrzegane są zasady bioasekuracji nie powinny w takich przypadkach ulegać likwidacji. Ale co zrobić ze zwierzętami z tych ferm, to inna sprawa. Wątpię, żeby powiatowy lekarz weterynarii zgodził się na ich przewóz do ubojni, więc prawdopodobnie nie będzie możliwości sprzedaży świń.

Cały tekst można przeczytać w marcowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat