Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Twoje gospodarstwo poniosło straty z powodu suszy?
 
Tak, powyżej 70 proc.
Tak, poniżej 70 proc.
Nie


Artykuł z numeru: 4/2018

Ocena genomowa lepsza od konwencjonalnej


Ryszard Bober, hodowca bydła mlecznego z Jabłonowa Zamku w woj. kujawsko-pomorskim, jako jeden z pierwszych rolników w Polsce zdecydował się na wycenę genomową swoich buhajków i jałówek. Zwierzęta z najlepszym indeksem hodowlanym rozmnaża metodą embriotransferów.

Zaczątkiem gospodarstwa była działka siedliskowa kupiona przez ojca rolnika – niecałe 3 ha z sadem. Później w gospodarstwie pojawiły się krowy mleczne, początkowo trzy, następnie pięć, osiem. W 1982 r., kiedy Ryszard Bober skończył studia rolnicze na Akademii Rolniczo-Technicznej w Olsztynie, rodzice przekazali mu najpierw część, a w końcu całe gospodarstwo, obejmujące wtedy 24 ha. W oborze stało 16 krów mlecznych. – Dopiero od 1994 roku zacząłem bardzo szybko rozwijać gospodarstwo i hodowlę – wspomina producent rolny. – Powiększyłem areał, rozrastało się stado bydła. Teraz mam 243 hektary własne i dzierżawione od okolicznych rolników oraz stado liczące 270 sztuk, w tym 130 krów mlecznych. Hodowla to moja pasja – przyznaje.

Niezastąpiona rasa hf

- Zwiedzając gospodarstwa na Zachodzie patrzyłem nie tylko na wielkość stad i wydajność, ale przede wszystkim na to, jak krowy wyglądają, jaką mają budowę, jakie wymiona, ułożenie nóg, kaliber – opowiada rolnik. – Najpiękniejsze zwierzęta widziałem w Kanadzie, ale tam hodowcy mają zupełnie inną filozofię – zysk nie jest dla nich najważniejszy. W latach 90., oglądając gospodarstwa we Francji, w Niemczech, w Holandii zazdrościłem tamtejszym rolnikom ich stad. Wówczas w Polsce mogliśmy tylko pomarzyć o oborach wolnostanowiskowych, o żywieniu TMR-em, czy automatyzacji produkcji mleka. Na szczęście w tej dziedzinie bardzo szybko dogoniliśmy Zachód, chociaż nie bez problemów. Początkowo na rasę holsztyńsko-fryzyjską patrzono u nas z pewnym niedowierzaniem, mimo że cała zachodnia Europa już dawno rozdzieliła produkcję mleka od produkcji wołowiny, a najlepszą mleczną rasą był hf – czarny i czerwony. Tymczasem my mieliśmy wtedy dolew krwi hf w stadach na poziomie 25-50 procent.

Rolnik uważa, że naukowcy nie wspierali hodowców, nie pomagali im, nie określali, które cechy funkcjonalne mają być bardziej wyeksponowane, które mniej, jak dojść do produkcji mleka o takim składzie, jakiego oczekują mleczarnie. – To hodowcy zmienili w końcu indeks hodowlany tak, żeby białko było premiowane dwa razy bardziej niż tłuszcz. Teraz skutkuje to tym, że obniża się poziom tłuszczu w mleku. Tymczasem ubiegły rok pokazał, że mleczarnie oczekują wyższego poziomu tłuszczu, ponieważ ceny masła są bardzo wysokie, a ceny białka spadają – mówi hodowca i dodaje, że powrót do ras rodzimych, co promują niektórzy naukowcy i ekolodzy, jest niemożliwy, bo te krowy mają znacznie mniejszą wydajność mleka niż hf, nie nadają się do zautomatyzowanego doju. Tylko kiedy ktoś chce utrzymywać 2-3 krowy i przerabiać ich mleko na sery w gospodarstwie ekologicznym, może się w to bawić.

Jestem za tym, żeby istniały takie niszowe gospodarstwa. Przemysłowa produkcja mleka musi się jednak opierać na rasie holsztyńsko-fryzyjskiej – przekonuje Ryszard Bober. – Tak jak nie da się utrzymać wysokiej wydajności mleka – powyżej 8 tysięcy kilogramów, bo taka jest średnia wydajność krów pod oceną użytkowości – bez śruty sojowej w dawkach. Nie można bazować na śrucie rzepakowej, bo nawet jeśli wydajność mleka nie spadnie, po kilkunastu miesiącach takiego żywienia krowy będą mieć problemy z rozrodem. Nie można brać pod uwagę tylko bilansu białkowego w paszach, trzeba po roku, dwóch, przyjrzeć się stadom, w których zastąpiono śrutę sojową śrutą rzepakową. Dobrą alternatywą dla soi może być lucerna, ale bobik czy groch jej nie zastąpią.

Genomika w oborze

Ryszard Bober jako jeden z pierwszych hodowców w Polsce zaczął poddawać swoje buhajki i jałówki ocenie genomowej. Jest ona oficjalnie stosowana w naszym kraju od sierpnia 2014 r., kiedy buhajom niemającym wyceny tradycyjnej, tylko ocenę genomową przyporządkowano indeksy hodowlane i w związku z tym znalazły się po raz pierwszy na liście publikowanej przez Instytut Zootechniki – PIB w Balicach, mimo że nie posiadały jeszcze córek, które można by ocenić. Natomiast kilka lat wcześniej pierwszy program naukowo-badawczy dotyczący genomiki przeprowadziła Stacja Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy.

Początkowo blokada była duża, naukowcy mieli opory, ministerstwo nie podejmowało decyzji – wspomina rolnik. – Dopiero naciski hodowców spowodowały wprowadzenie w Polsce oceny genomowej.

Nowa technologia zrewolucjonizowała hodowlę bydła mlecznego, ponieważ genomowa ocena wartości hodowlanej bardzo młodych zwierząt pozwoliła na skrócenie odstępu między pokoleniami, obniżyła koszty hodowli i prawie dwukrotnie przyspieszyła postęp hodowlany.

Oceną genomową w naszym kraju zajmuje się Konsorcjum Genomika Polska, w skład którego wchodzą: Instytut Zootechniki – PIB w Balicach, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie, Polska Federacja Hodowców Bydła i Producentów Mleka, Stacja Hodowli i Unasieniania Zwierząt w Bydgoszczy, Wielkopolskie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt w Tulcach, Mazowieckie Centrum Hodowli i Rozrodu Zwierząt w Łowiczu oraz Małopolskie Centrum Biotechniki w Krasnem.

Każdy podmiot ma inne zadania. Firmy inseminacyjne zajmują się wyceną genomową buhajów oraz dystrybucją nasienia. Federacja odpowiada za udostępnianie hodowcom możliwości oceny jałowic oraz krów. W centrum obliczeniowym należącym do IZ-PIB w Balicach przetwarzane są mapy genomów. Placówki naukowe wspierają rozwój programów hodowlanych oraz metodologii samych badań.

Konsorcjum należy do europejskiej struktury Spółdzielni EuroGenomics. Jej członkowie wykorzystują w obliczeniach populację referencyjną liczącą ponad 33 tys. buhajów. W UE rocznie poddaje się kontroli genomowej ponad 1 mln sztuk bydła mlecznego. W Polsce – tylko ok. 5-6 tys. W krajach Europy Zachodniej ocenia się w ten sposób ok. 70 proc. zwierząt niedługo po urodzeniu. U nas tylko ok. 1 proc. – Trudno przekonać do tego rolników, mimo że odnosiliby wielkie korzyści z takiej oceny – przyznaje Ryszard Bober. – Ale ponieważ tylko jedna trzecia krów w Polsce jest pod oceną użytkowości mlecznej, to o czym mówimy? Hodowcy powinni sami pracować nad właściwym doborem zwierząt, a nie tylko korzystać z katalogów firm hodowlanych.

To się opłaca

Przedstawiciele IZ-PIB potwierdzają, że selekcja genomowa ma w Polsce ograniczony zasięg, że powinna zostać zwiększona liczba genotypowanych krów, ponieważ obniża to koszty hodowli. Najpierw jednak hodowca musi zapłacić za ocenę – pobranie od zwierząt niedługo po urodzeniu próbek (wycinka z ucha, krwi lub włosów) do badań genetycznych, które trafiają do jednego z trzech zajmujących się tym laboratoriów w Polsce, gdzie są genotypowane, co polega na badaniu zmienności pojedynczych struktur w genomie. Takich punktów jest wiele – to SNP, czyli polimorfizmy pojedynczego nukleotydu. Dzięki ich zmienności można poznać różnice osobnicze między zwierzętami – tłumaczy IZ-PIB. Dzięki technikom biologii molekularnej możliwa jest analiza nawet milionów SNP w pojedynczym badaniu. Jednak przy ocenie wartości hodowlanej bydła mlecznego bada się głównie płodność, pokrój, długowieczność, produkcję mleka, czy liczbę komórek somatycznych. Mapa genomu przekazywana jest Instytutowi Zootechniki – PIB i na nią nakładane są markery, które pokazują bazowe dane. Te dane w zależności od wagi markerów przeliczane są na podindeksy, z których powstają indeksy hodowlane (gPF). Przy ocenie genomowej wykorzystuje się także dane o pochodzeniu badanych osobników, ze względu na imbred.

Ocena genomowa kosztuje teraz 170 zł za zwierzę (cena ostatnio spadła z 239 zł), ale – jak twierdzą hodowcy – opłaca się, ponieważ daje im możliwość szybszej realizacji celów hodowlanych. Oceniając buhaje na podstawie wyników produkcyjnych córek, otrzymujemy wyniki średnio sześć lat po narodzinach buhaja i dopiero wtedy nasienie jest dostępne na rynku. W przypadku oceny genomowej wartość hodowlana oznaczana jest dla nowo narodzonych samców, a ich nasienie dostępne może być już 1,5 roku po narodzinach. Wycena w oparciu o genom jest również dokładniejsza niż konwencjonalna.

Metoda embriotransferów

Genomika jest pomocna również wtedy, gdy hodowca chce wytypować ze swojego stada najlepsze samice jako dawczynie zarodków. Tę metodę – embriotransferów stosuje też Ryszard Bober. Kiedy jałówka ma pół roku i wysoką wartość indeksu hodowlanego dobiera do niej nasienie buhaja po ocenie genomowej. Następnie, po osiągnięciu przez nią dojrzałości, za pomocą FSH wywołuje superowulację, jednocześnie hormonami synchronizując jej ruję z biorczyniami. Kolejnym etapem jest kilkukrotna inseminacja dawczyni nasieniem buhaja ze światowej czołówki. Po 7-8 dniach od zapłodnienia zarodki (5-7) są wypłukiwane, a następnie oceniane i klasyfikowane. Część z nich może zostać zamrożona. Jednak najlepsze efekty daje przenoszenie świeżych zarodków do jałówek pełniących rolę biorczyń. Efektem stosowania tej biotechniki jest prawie jednoczesne urodzenie się kilku cieląt po najlepszych rodzicach.

W stadzie Ryszarda Bobera ocenie genomowej nie są poddawane wszystkie zwierzęta, tylko te najlepsze. Dzięki temu ma najlepiej wycenioną jałówkę w Polsce (gPF 142). – I nadmiar zarodków – przyznaje hodowca.

Pożyteczne bakterie

W gospodarstwie są trzy obory: stara uwięziowa, ściołowa dla krów zasuszonych i cieląt, które przebywają w niej do 6 miesięcy (te, które skończyły trzy miesiące – na uwięzi). Półroczne zwierzęta trafiają do jałownika. Zarówno byczki jak i jałówki trzymane są tam do roku, na rusztach, mają ocieplone legowiska wyłożone matami gumowymi. Następnie jałówki przechodzą do drugiej części jałownika, z wybiegiem, na głęboką ściółkę. Tam są kryte i do porodu przebywają w tym miejscu. Dopiero gdy mleko jest przydatne do doju przeprowadzane są do nowej obory wolnostanowiskowej dla krów mlecznych, z halą udojową 2x7. Tu legowiska wysypane są piaskiem, a korytarze wyłożone słomą. Tak więc produkcja zwierzęca potrzebuje dużo słomy i także z tego powodu rolnik uprawia zboża.

Wszystkie obory zamgławiane są preparatami z efektywnymi mikroorganizmami (EM-ami) z firmy Probiotics Polska. To niezmodyfikowane genetycznie bakterie kwasu mlekowego, bakterie fototroficzne i drożdże. Należą do biostymulatorów. Bakterie kwasu mlekowego hamują rozwój mikroorganizmów chorobotwórczych, wspomagają pracę układu pokarmowego i stymulują odporność. Drożdże znane są jako starter fermentacji, dzięki nim powstaje wiele substancji biologicznie czynnych: aminokwasów, enzymów i polisacharydów. Bakterie fototroficzne (fotosyntetyczne) wykorzystują energię słoneczną do metabolizowania substancji organicznych i nieorganicznych. Gotowe preparaty z EM-ami hamują rozwój drobnoustrojów gnilnych i chorobotwórczych, redukują szkodliwe gazy – siarkowodór i amoniak, spowalniają proces utleniania i działanie wolnych rodników, są przeciwutleniaczami.

Wcześniej miałem problemy z chorobami skórnymi krów, z grzybicą. Zwierzęta dostawały autoszczepionki, ale efekty nie były zadowalające. Po 2-3 opryskach EM-ami wszystko przeszło. To po prostu działa – uważa Ryszard Bober. - EM-y nie eliminują leków weterynaryjnych, ale znacząco poprawiają zdrowotność stada i polepszają rozród. Okres międzyciążowy mamy bardzo krótki, niecały rok. I 50-procentową skuteczność przy pierwszej inseminacji.

Rolnik dodaje EM-y także do TMR, którym żywione jest bydło. Z paszy, po przejściu przez organizmy zwierząt, EM-y trafiają do obornika i gnojowicy, a następnie na pola.

W skład TMR wchodzi kiszonka z kukurydzy, sianokiszonka z lucerny i z traw, do tego słoma paszowa, która stabilizuje procesy zachodzące w żwaczu, własne ziarno zbóż, śruta rzepakowa i śruta sojowa oraz dodatki mineralno-witaminowe. Stado jest podzielone na trzy grupy technologiczne: dwie krów mlecznych i krowy zasuszone.

- Nie warto iść na rekord wydajności. To musi być uzasadnione ekonomicznie – uważa hodowca. Średnia wydajność mleka w jego stadzie przekracza 10,3 tys. l. – Podniesienie wydajności skutkuje zwiększeniem kosztów żywienia, a ponadto skraca się czas utrzymania krowy, co też generuje koszty. Wydłuża się okres międzywycieleniowy. Trzeba to wszystko brać pod uwagę. Tym bardziej, że cena mleka jest od nas niezależna.  

Cały tekst można przeczytać w kwietniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”
Film obejrzyjcie na naszym kanale na YouTube

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss

 


Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat