Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Co sądzisz o Planie dla wsi przedstawionym przez ministra rolnictwa?
 
Pomoże rolnikom
Nie pomoże rolnikom
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 8/2018

Trzy uprawy i opasy


Gospodarstwo Sylwii i Mariusza Pawlaków we wsi Poddębice pod Włocławkiem trudno przeoczyć, mimo że jest oddalone od drogi. Biało-żółte budynki kryte czarną blachodachówką, piękny ogród i trzy silosy BIN widać z daleka. Rolnicy zasłużyli na pierwsze miejsce w konkursie „Bezpieczne gospodarstwo rolne” na etapie wojewódzkim.

Na sukces ciężko pracowali od 2011 r. W 2012 wystartowali w konkursie po raz pierwszy i zdobyli wyróżnienie na etapie wojewódzkim, w 2015 r. – trzecie miejsce. W tym roku byli pierwsi. – Zawsze dbaliśmy o bezpieczeństwo pracy – zapewniają. – I systematycznie co roku przeznaczaliśmy pewną kwotę na jego poprawę.

Teraz podwórze gospodarcze wyłożone jest polbrukiem, dom wyremontowany, maszyny są w doskonałym stanie, podobnie jak sieci elektryczne, na każdym budynku wiszą tabliczki informacyjne, odpowiednio oznakowane są progi (niektóre zaopatrzone w podświetlenie z czujnikami ruchu), zabezpieczone otwory w stropach, schody i drabiny oraz urządzenia elektryczne. Tam gdzie trzeba pod ręką są kaski ochronne, w widocznym miejscu gospodarze umieścili sprzęt gaśniczy. W warsztacie każde narzędzie ma swoje miejsce i jest odpowiednio zabezpieczone. Ponadto dzieci mają oddalony od podwórza plac zabaw.

Pomogła autostrada

W 2004 r. rodzice przekazali Mariuszowi Pawlakowi część swojego gospodarstwa – 26 z 58 ha. – W 2008 roku, jako młody rolnik dokupiłem sześć hektarów i zacząłem korzystać z dofinansowania w ramach SPO i PROW. Wykorzystałem też premię dla młodego rolnika, która wtedy wynosiła 50 tysięcy złotych. W 2011 roku ożeniłem się i już razem zaczęliśmy sukcesywnie powiększać gospodarstwo. Kupowaliśmy ziemię od rolników indywidualnych – mówi gospodarz. Teraz razem z żoną uprawia 94 ha – 83 własne i 11 dzierżawionych. – Należy do nas 65 działek i ponad 20 pól w promieniu 5 kilometrów. Wokół domu mamy tylko 7,3 hektara. Reszta ziemi jest rozrzucona w dwóch gminach – Włocławek i Choceń – wyjaśniają rolnicy i dodają, że pracę ułatwiła im pobliska autostrada A1, mimo że mają pola po obu jej stronach. Na szczęście w pobliżu jest wiadukt nad autostradą, a ponadto powstało przy niej wiele dróg lokalnych i serwisowych, więc teraz nie ma problemu z dojazdem do żadnej działki.

Państwo Pawlakowie jeszcze dwa lata temu uprawiali pomidory, ale po zamknięciu przetwórni we Włocławku zrezygnowali i teraz uprawiają tylko zboża, głównie pszenicę konsumpcyjną (48 ha), rzepak (18 ha) i buraki cukrowe (23 ha). – Buraki uprawiali już moi rodzice, więc kiedy przejąłem gospodarstwo dostałem też kwotę cukrową – mówi gospodarz. Po zniesieniu kwotowania nadal odstawiają buraki do Cukrowni w Kruszwicy.

Zboża jare na potrzeby paszowe rolnicy zbierają z 5 ha, resztę – zboża ozime – na sprzedaż. Mają też 5 ha łąk.

Glebę uprawiają tradycyjnie, stosując orkę i wszystkie kolejne uprawki. – Nie zamierzam przejść na system bezorkowy – zastrzega rolnik. – Ale wprowadzamy rolnictwo precyzyjne – zleciliśmy specjalistycznej firmie pobranie próbek i analizę gleby oraz mapowanie pól, mamy dwa ciągniki wyposażone w GPS, kupiliśmy z unijnym wsparciem z działania „Modernizacja gospodarstw rolnych” nowoczesny opryskiwacz i rozsiewacz nawozów, więc precyzyjnie nawozimy gleby i ochraniamy plantacje.

Podlewali buraki

Na razie efektów w postaci wyższych plonów nie ma, jednak nie z powodu błędów w agrotechnice. Winna jest susza. – Uprawy wyglądały ładnie do końca maja – mówi Mariusz Pawlak. – Później można już było zobaczyć skutki braku wody. Mamy co prawda możliwość nawadniania 80 procent pól dwiema deszczowniami szpulowymi z dwóch studni głębinowych, bierzemy jednak pod uwagę koszty. Jedno deszczowanie hektara upraw kosztuje nas 200 złotych. Dlatego w tym roku za późno zaczęliśmy nawadnianie. Długo mieliśmy nadzieję, że jednak spadnie deszcz. Dopiero w pierwszych dniach lipca zaczęliśmy podlewać buraki, zresztą z bardzo dobrym efektem.

Rolnicy wykopali studnie w 2012 r. i wystąpili o pozwolenie wodno-prawne. Już wtedy mieli obowiązek założenia wodomierzy. Teraz co miesiąc muszą zapisywać pobór wody w rejestrze, a na koniec marca kolejnego roku składają zeznania. Pobór nieprzekraczający wartości 900 zł z jednej studni jest zwolniony z opłaty, powyżej płacą 11 gr za m3. – Rzadko zdarza nam się przekroczyć tę graniczną kwotę. Najwięcej zapłaciliśmy nawadniając pomidory – 1700 złotych rocznie. Natomiast bardzo dużo płacimy za prąd pobierany przez pompy oraz za utrzymanie licznika energii – ten ostatni wydatek to 300 złotych miesięcznie – zdradza Mariusz Pawlak. – Jednego roku zapłaciliśmy 36 tysięcy złotych za energię, a więc prąd do nawadniania zjadł zyski z 18 hektarów zbóż. Dlatego włączamy deszczownie tylko w momentach krytycznych, kiedy nie pada przez trzy tygodnie, a temperatura jest wysoka.

Susza wysuszyła pszenicę

Rzepak rolnicy zebrali w czerwcu, pszenicę ozimą w pierwszej dekadzie lipca. Wtedy jeszcze nie padało. Takie przyspieszenie żniw spowodowała susza. – Pszenica była dojrzała, niestety, jakość ziarna mizerna. Ziarniaki są drobne, przyschnięte, masa tysiąca ziaren jest dużo niższa niż normalnie – martwi się Mariusz Pawlak. Pszenicę odbiera lokalny młyn w Kruszynku, płacąc 700 zł/t plus VAT. – Zboże sprzedajemy partiami, a ziarno przechowujemy w trzech własnych silosach o łącznej pojemności 210 ton. Cena jest dobra, jesteśmy zadowoleni z tej współpracy, tylko plony w tym roku są niezadowalające – jedynie 5 ton z hektara. W ubiegłym roku zebraliśmy 9 ton z hektara.

Nie zawiódł rzepak, który dał 4,3 t/ha i już został sprzedany firmie Somir w Wieńcu. Za pierwszą dostawę rolnicy otrzymali 1595 zł/t plus VAT, za drogą – 1570 zł/t. – Przy tym plonie jest dobrze – ocenia rolnik. – Jestem uważny, wolę sprzedać za parę złotych mniej, ale pewnemu, sprawdzonemu skupującemu.

Jak będzie z burakami, nie wiadomo. – W ubiegłym roku zebraliśmy 79 ton z hektara przy zbiorze na początku listopada – mówi rolnik.

W ramach zazieleniania rolnicy wysiewają międzyplony – gorczycę z jęczmieniem lub w siewie czystym na 18 ha. Sieją też poplony ozime po zbożach, przed burakami. We wrześniu wysiewają gorczycę, która ładnie wymarza. Wiosną na pola wjeżdżają agregatem uprawowym, następnie orzą glebę, bronują i sieją.

Jak wybierają odmiany? – Jeździmy na szkolenia i tam dowiadujemy się, które są najlepsze. Nigdy nie uprawiamy tylko jednej odmiany określonego gatunku, zawsze uprawiamy 5-6 odmian. Sprawdzamy, która najlepiej plonuje i w następnym roku wysiewamy jej nasiona z własnej reprodukcji na największej powierzchni, a kolejne testujemy na mniejszym areale. I tak co roku dobieramy jedną odmianę. Na każdym polu rośnie inna – wyjaśnia gospodarz.

Do zbioru kilkudziesięciu hektarów zbóż wystarcza rolnikom jeden kombajn Claas. Mają też nowoczesny opryskiwacz, rozsiewacz nawozów, ostatnio kupili pług obracalny czteroskibowy z packomatem i siewnik zbożowy talerzowy. Do tego pięć ciągników, każdy do innej maszyny, żeby nie przekładać osprzętu (komputerów). Dwa ciągniki mają GPS. Kupili też nowy ciągnik (czekają na odbiór), przystosowany do montażu GPS. – Przesadziliśmy z wielkością pługa i okazało się, że żaden z naszych ciągników go nie pociągnie. Traktor musi mieć co najmniej 220 KM – przyznaje Mariusz Pawlak, który zajmuje się produkcją polową.

Opasy na uwięzi

Bydło opasowe to domena Sylwii Pawlak. – Rodzice mieli nieduże gospodarstwo, w którym utrzymywali bydło opasowe i mleczne. Dzięki temu taka produkcja nie jest mi obca – mówi rolniczka, której to zajęcie zajmuje ok. 2,5 godz. dziennie. Obecnie opasa 30 sztuk bydła różnych ras. – Co dostawca przywiezie, to tuczymy – dodaje. Cielę o masie 50-70 kg kosztuje ponad 1000 zł. Opas trwa do 18-24 miesięcy, do wagi ponad 700 kg. Byki trafiają do stałego, sprawdzonego odbiorcy.

Bydło stoi w oborze uwięziowej. Żywione jest suchymi brykietowanymi wysłodkami oraz sianem z pierwszego pokosu, owijanym w folię i sianokiszonką z drugiego pokosu, zakiszaną w belach owiniętych białą folią. Zwierzęta rano dostają sianokiszonkę, a wieczorem wysłodki i suche siano. Do tego dodatki witaminowo-mineralne.

Opłacalność tej produkcji jest mizerna, bo cena bydła jest bardzo niska – twierdzi Sylwia Pawlak. - Bydło trzymamy dlatego, żeby łatwiej uzyskać dofinansowanie z programów unijnych i żeby zagospodarować łąki, wysłodki oraz pozyskać obornik, który wystarcza do nawożenia pól co cztery lata. To ważne, ponieważ gleby są tu zmienne, mozaikowe, o klasie od II do VI – dodaje Mariusz Pawlak. 

Cały tekst można przeczytać w sierpniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
Zobacz wszystkie komentarze
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat