Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Twoje gospodarstwo poniosło straty z powodu suszy?
 
Tak, powyżej 70 proc.
Tak, poniżej 70 proc.
Nie


Artykuł z numeru: 8/2018

Pola suche jak pieprz


Ponad 91,5 tys. gospodarstw odczuło skutki tegorocznej suszy. Straty, póki co, oszacowano na przeszło 1,5 mln ha powierzchni upraw.
- To dla nas tragedia – mówią rolnicy z całego kraju. Bardzo liczą na szybką pomoc, choć przyznają, że ta, która została im zaoferowana, nie będzie wystarczająca.

- W Polsce bez wątpienia wystąpiła klęska żywiołowa. Oczywiście, nie wszędzie jest jednakowo źle, natomiast suszą, która spowodowała ponad 70 procent strat w uprawach, dotkniętych jest około 74 tys. hektarów. To pokazuje skalę zjawiska – mówił 19 lipca minister rolnictwa Jan K. Ardanowski. Uprzedzał, że będzie jeszcze gorzej. – Spodziewamy się, że po zakończeniu szacowania strat w gospodarstwach, areał upraw, na których susza wyrządziła szkody, wzrośnie o kilkaset tysięcy hektarów.

Nie ma czego zazdrościć

Sitawka, wieś położona w gm. Janów, w woj. podlaskim. Występują tu bardzo zróżnicowane gleby. Niemal w każdym gospodarstwie od klasy IIIb do VI. Po raz ostatni porządny deszcz spadł tu pod koniec kwietnia. Trochę popadało jeszcze 10 maja, a potem już nic. Do połowy lipca nie spadła nawet kropla. - Codziennie z coraz większym przerażeniem spoglądałem i w niebo, i na pole – przyznaje Marian Bakun, właściciel 60-hektarowego gospodarstwa.

Według danych Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa – PIB w Puławach, tegoroczny maj był wyjątkowo ciepły. Na Pojezierzu Wielkopolskim i Mazurskim temperatura powietrza była wyższa od normy aż o ponad 4 st. C, a na pozostałym terenie Polski od 3 do 4 st. C. W środkowej części kraju słupki pokazywały w ciągu dnia nawet 18 st. C. Nadspodziewanie gorąco było też w czerwcu, kiedy średnie temperatury w całej Polsce dochodziły do 21 st. C. – Taka pogoda o tej porze roku nie sprzyja roślinom. Wiedziałem, że będą kłopoty, ale nie spodziewałem się, że aż takie. Na gorszych glebach w zbożach jarych nie było czego szukać, wszystko suche jak pieprz – mówi rozgoryczony Marian Bakun.

Ręce załamuje też jego sąsiad. – Nie mamy nic. Żona popłakała się, kiedy pojechała ze mną na pole. Wciąż pyta, z czego będziemy żyć. My i nasze krowy. Zapasy się skończyły, pieniądze powoli też, a jeść coś trzeba. W dodatku ciągną się za nami kredyty wzięte w poprzednich latach. Nie wiem, co dalej robić. Jesteśmy w katastrofalnej sytuacji. Ludzie z miasta mówią, że mamy tak dobrze, bo Unia pieniądze nam daje, wciąż nam czegoś zazdroszczą. Nie wiedzą co mówią – denerwuje się.

Jakby pecha było mało, po długotrwałej suszy rozpadał się deszcz. – Dzień w dzień leje niemiłosiernie. Wbrew pozorom to wcale nie jest dobrze – podkreśla.

Potwierdza to Marian Bakun. - Deszcz narobił jeszcze więcej krzywdy i tak już mocno zmaltretowanym zbożom. Są czarne, porośnięte, zaatakowały je choroby grzybowe. Wygląda to naprawdę bardzo źle – mówi gospodarz. Na wielu plantacjach widać plamistość siatkową, rynchosporiozę i czarną plamistość. Choroby te szczególnie często występują na jęczmieniu jarym. Rolnik przyznaje natomiast, że deszcz pomógł łąkom i kukurydzy. – Dopiero tworzy się kolba. Jest więc szansa, że zbiory nie będą tak fatalne, jak w przypadku zbóż. Choć w zielonej masie straty wyniosły 75-80 procent – dodaje.

Plony dużo niższe

Tragiczną sytuację na polach potwierdzają naukowcy z IUNG-PIB w Puławach, prowadzący monitoring suszy. Z danych przez nich zebranych wynika, że najgorzej było od końca kwietnia do co najmniej połowy czerwca. Wówczas deficyt wody był największy, a susza objęła wszystkie województwa.

- Przy wyznaczaniu suszy rolniczej bierzemy pod uwagę tylko niedobory wody. Inne elementy, mimo że znacząco wpływają na wielkość plonów, nie są uwzględnianie – wyjaśnia dr hab. Andrzej Doroszewski, jeden z autorów raportów IUNG. Zdaniem instytutu, susza wystąpiła w uprawach zbóż jarych, ozimych, roślin bobowatych, krzewów owocowych, warzyw gruntowych, truskawek tytoniu, drzew owocowych, rzepaku i rzepiku, kukurydzy na ziarno i kiszonkę, chmielu, ziemniaków i buraków cukrowych. Upały poczyniły szkody zwłaszcza w zbożach jarych. W szczytowym momencie – według IUNG – dotkniętych nią było prawie 65 proc. gruntów w 92 proc. gmin kraju. W 10 województwach susza wystąpiła we wszystkich gminach. Szczególnie dużą powierzchnię, 75-85 proc. gruntów ornych, objęła w województwach: podlaskim, wielkopolskim, lubelskim, pomorskim, mazowieckim, lubuskim, kujawsko-pomorskim i zachodniopomorskim. Niewiele lepiej było w przypadku zbóż ozimych. Suszę odnotowano we wszystkich województwach, a w dziewięciu z nich w każdej gminie. W sumie szkody wyrządziła na niemal 49 proc. gruntów ornych. Najgorzej pod tym względem było w województwach: wielkopolskim, pomorskim, mazowieckim, lubuskim, podlaskim, zachodniopomorskim, kujawsko-pomorskim oraz lubelskim. Znacznie ucierpiały też uprawy krzewów owocowych, truskawek, drzew owocowych, rzepaku i rzepiku.

- Tak duży deficyt wody dla zbóż, krzewów i drzew owocowych, truskawek oraz rzepaku i rzepiku oznacza, że tegoroczne plony tych upraw będą niższe o co najmniej 20 procent w stosunku do plonów uzyskiwanych przy średnich wieloletnich warunkach pogodowych – twierdzi dr hab. Andrzej Doroszewski.

Dokarmiają na pastwiskach

Ogromne straty liczą też hodowcy bydła, którym brakuje paszy dla zwierząt. Marian Bakun nie ukrywa, że w przeciwieństwie do niektórych sąsiadów wykazał się w tym roku sporym refleksem. - Skosiłem łąki bardzo wcześnie. Pierwszy pokos był już na początku maja. Dzięki temu łąk nie wypaliło do cna. Natomiast koledzy, którzy kosili dwa tygodnie później, na wyższych stanowiskach zastawali ściernisko – mówi gospodarz. U niego już też nie było jednak drugiego pokosu. - Wyjechałem tylko po to, żeby oczyścić łąki. Normalnie zbieram 15 bel z hektara, a teraz udawało się nie więcej niż dwie, góra trzy. Jakie to generowało koszty! Bo przecież paliwa musiałem zużyć tyle, co zawsze – tłumaczy Marian Bakun.

Na drugi pokos nie liczy też Jacek Zarzycki, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. – Z pierwszego niektórzy z nas zebrali raptem połowę tego, co zwykle. Pochodzę z regionu Warmii, Mazur i Podlasia. Dominują tu niezbyt duże gospodarstwa. W wielu już zaczęło się dokarmianie zwierząt na pastwiskach. Zapasy, które można byłoby spożytkować jesienią lub zimą, wykorzystywane są od czerwca. W gospodarstwach hodujących bydło mięsne zabraknie 40-50 procent pasz objętościowych.

- Znam takich, którzy kupowali paszę już w kwietniu. Nie mam pojęcia, jak zamierzają przetrwać tę sytuację – dodaje Marian Bakun.

Będą musieli zmniejszyć pogłowie, żeby to, co mają, wystarczyło do przyszłego sezonu wegetacyjnego – odpowiada prezes Zarzycki.

Nieciekawie jest też w gospodarstwie Krzysztofa Banacha, wiceprezydenta Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka. – Kosząc pszenżyto zbierałem z hektara 2,5 tony. Dotąd było przynajmniej sześć ton. Nie mam też słomy, która służyła na ściółkę i na paszę – przyznaje.

Z kolei Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych widząc, że nie skosi zbyt wiele, szybko zebrał rzepak i w to miejsce sieje trawę jednoroczną. - To dodatkowy koszt, do hektara ponad tysiąc złotych. W dodatku nie wiem czy zbiorę chociaż 10 „kulek” – martwi się.

Wielu rolników nie ukrywa, że paszę dla zwierząt będzie ściągać z zagranicy. Prawdopodobnie głównie z Ukrainy. Tam bowiem susza nie dała się rolnikom aż tak we znaki. – To jest wyścig. Każdy kombinuje jak potrafi i siedzi cicho, żeby go sąsiad nie ubiegł. Wszyscy musimy coś dokupić, dlatego nikt nie chwali się, z jakiego źródła – mówi Marian Bakun.

Niesprawiedliwe szacowanie

Pieniądze rolnikom się przydadzą, dlatego tak ważne było, by składali wnioski o oszacowanie szkód na polach. Tymczasem – jak zauważył minister Ardanowski – w tym roku „wystąpiło bardzo dziwne zjawisko”. - Wiele gmin nie było szczególnie zainteresowanych powoływaniem komisji. 13 czerwca było ich zaledwie 56, 20 czerwca, gdy obejmowałem urząd ministra – 206. Natomiast po moich licznych apelach ta liczba zaczęła rosnąć i dziś (19 lipca – przyp. red.) straty szacuje 1890 komisji – mówił minister.

- U mnie wyliczyła je na 60 procent. Choć tak naprawdę powinno być więcej. Mam 60 krów dojnych, z młodzieżą niecałą setkę. Ilość produkowanego mleka nie spadła, ale to nie oznacza, że nie poniosłem finansowych strat. Żeby utrzymać produkcję, muszę kupować paszę. To dodatkowy, nieplanowany koszt – wyjaśnia Marian Bakun.

Jak podkreśla Leszek Hądzlik, prezydent Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, bazy paszowej nie buduje się w ciągu jednego roku. – To trwa i zawsze jest taka zasada, że 25 procent zostawia się jako zapas. Teraz tych zapasów nie ma. Co gorsza, są hodowcy, u których susza występuje drugi rok z rzędu i nie mogą liczyć na żadną pomoc państwa – mówi.

Krajowa Rada Izb Rolniczych wyjaśnia, że dla rolników prowadzących produkcję zwierzęcą oszacowane straty na polu, pomimo że często przekraczają 50 proc., nigdy w skali gospodarstwa nie wynoszą powyżej 30 proc. A to dlatego, że dolicza się roczną wielkość produkcji towarowej poszczególnych grup zwierząt gospodarskich, czyli trzody chlewnej i bydła oraz mleka jako średnią roczną produkcję ustaloną na podstawie trzech ostatnich lat. W związku z tym, pomimo wystąpienia suszy rolniczej w uprawach, w tym na użytkach zielonych stanowiących podstawową bazę paszową dla zwierząt, hodowcy nie uzyskują poziomu strat spowodowanych na przykład przez suszę przekraczającego 30 procent średniej rocznej produkcji, na którą składają się wszystkie uprawy oraz zwierzęta w gospodarstwie. Nie mogą więc ubiegać się o żadną pomoc tłumaczy prezes KRIR.

- Gdyby straty w gospodarstwach hodowlanych przekroczyły 30 procent, oznaczałoby to, że zwierzęta padły z głodu – dodaje Jacek Zarzycki. Jego zdaniem, przy szacowaniu szkód wyrządzonych przez suszę i powódź nie można stosować tych samych zasad. – Jednym lekiem nie leczy się wszystkich chorób. Pora w końcu porozmawiać o metodyce wyliczania strat.

KRIR w sprawie pomocy dla hodowców zaapelowała już do Jana K. Ardanowskiego. „Mając na uwadze brak możliwości na poziomie krajowym zmniejszenia kryterium 30 proc. strat, do których przysługuje pomoc, zarząd KRIR zwrócił się do ministra rolnictwa o zabezpieczenie innej pomocy państwa dla gospodarstw prowadzących produkcję zwierzęcą, w których wystąpiła klęska suszy”. Wszystko wskazuje na to, że apel nie pozostanie bez odzewu. Minister Ardanowski zapowiedział pomoc, która w najbliższym czasie sprecyzowana zostanie w rozporządzeniu.

Protokoły z poślizgiem

Rolnicy, u których straty przekroczyły 30 proc., otrzymają pomoc od państwa. Nie wiadomo natomiast kiedy, ponieważ komisje zgłaszają już, że nie zdążą przygotować protokołów w ciągu 30 dni. – Wystąpimy do ministra z prośbą o wydłużenie tego terminu – zapowiada Mirosław Borowski, wiceszef KRIR. Nie ukrywa, że nie jest zwolennikiem „chodzenia po polach”. – W szacowanie strat zaangażowane są rzesze ludzi – gminni urzędnicy, doradcy rolni i przedstawiciele izb rolniczych. Sam też w tym uczestniczyłem. Człowiek musi na miesiąc zostawić swoje gospodarstwo, by pomóc pozostałym rolnikom. A przecież można byłoby to rozwiązać w inny sposób.

Minister rolnictwa ma już plan. Od przyszłego roku, w razie wystąpienia klęski żywiołowej, do szacowania strat chce wykorzystać metody zdalne, oparte na zdjęciach satelitarnych.

Pomoc popłynie do gospodarzy z kilku źródeł. Resort rolnictwa poinformował, że Komisja Europejska podjęła decyzję umożliwiającą polskim producentom rolnym skorzystanie z odstępstwa od zakazu prowadzenia w tym roku produkcji na ugorach w ramach zazielenienia. Decyzja KE umożliwi uznanie gruntów ugorowanych za odrębne uprawy w ramach dywersyfikacji upraw, nawet jeśli na takich gruntach dokonywano wypasu zwierząt lub w inny sposób były przeznaczone do celów produkcyjnych. Grunty takie będą też uznane za obszary proekologiczne EFA.
Z odstępstwa będą mogły skorzystać gospodarstwa, które zostały dotknięte suszą skutkującą stratami w zasobach paszowych dla zwierząt gospodarskich. - Celem derogacji jest, z uwagi na niekorzystną sytuację, umożliwienie na ugorach wypasania zwierząt lub dokonywania zbioru na cele produkcyjne – wyjaśnia minister Ardanowski. Ponadto rolnicy otrzymają w tym roku wyższe zaliczki na poczet dopłat bezpośrednich, a także działań obszarowych z PROW. W pierwszym przypadku będzie to 70 proc., zaś w drugim 85 proc.

Cały tekst można przeczytać w sierpniowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

(kap)
Fot. Jarosław Pruss

 



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat