Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy Twoje gospodarstwo poniosło straty z powodu suszy?
 
Tak, powyżej 70 proc.
Tak, poniżej 70 proc.
Nie


Artykuł z numeru: 10/2018

Wysokość ryzyka to wybór rolnika


Tańsze ubezpieczenie od suszy w zamian za mniejsze odszkodowanie dla rolnika zakłada przyjęty 18 września przez rząd projekt nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich.

Tegoroczna susza wyrządziła na polach rolników w niemal całej Polsce ogromne szkody. Z danych Instytutu Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa – PIB w Puławach wynika, że wystąpiła na terenie 82,97 proc. gmin, na powierzchni 63,14 proc. gruntów ornych. GUS wstępnie oszacował, że zbiory zbóż będą przez to niższe od zeszłorocznych o 14 proc., rzepaku o 16 proc., zaś warzyw gruntowych o 8 proc. Straty rolników poniesione w wyniku suszy ministerstwo rolnictwa oszacowało na 3,6 mld zł. Nadal są to jednak dane z końca sierpnia. Tymczasem nieoficjalnie mówi się, że ostatecznie straty mogą sięgać nawet 5 mld zł. Na pomoc poszkodowanym gospodarzom rząd przeznaczył 1,5 mld zł. Przy tej okazji jak bumerang powrócił temat ubezpieczeń rolniczych.

Stawki nie do przyjęcia

Okazało się, że w skali całego kraju polisę na wypadek wystąpienia suszy wykupiła zaledwie garstka rolników. Pocztowe Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych, które od wiosny ub.r. oferuje ubezpieczenie od suszy, w tym roku zawarło 203 umowy. To niewiele, choć i tak znacznie więcej niż w 2017 r., gdy podpisano raptem 26 takich umów. PZU i Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych „TUW” w tym roku także nie skusiły zbyt wielu rolników. - Wczesną wiosną było dość wilgotno, ryzyko wystąpienia suszy wydawało się odległe, więc zainteresowanie producentów rolnych było minimalne. Zawarliśmy tylko kilka umów ubezpieczenia upraw kukurydzy na wypadek suszy – mówi Katarzyna Niegowska, dyrektor Biura Promocji i Organizacji Sprzedaży w TUW „TUW”. Pozostałe dwie firmy oferujące ubezpieczenia rolnicze z dopłatą z budżetu państwa, czyli InterRisk Towarzystwo Ubezpieczeń i Concordia Polska TUW nie zawarły ani jednej umowy związanej z suszą.

Jaki jest powód znikomego zainteresowania tego rodzaju polisami? Rolnicy wymieniają przede wszystkim ich wysoki koszt. – Nigdy nie ubezpieczałem swoich upraw, bo nie stać mnie na to. Stawki są zbyt wysokie, a ceny skupu płodów rolnych za niskie. Dopłata państwa sprawy nie załatwia, bo rolnik i tak musi dołożyć nawet kilkaset złotych do hektara – mówi właściciel 40-hektarowego gospodarstwa w woj. świętokrzyskim. – Wstyd się przyznać, ale nie mam ubezpieczenia od suszy, mimo że występuje w mojej gminie niemal co roku. Kalkulacje, które przedstawiła mi firma ubezpieczeniowa, były nie do przyjęcia. Musiałbym zapłacić kilkanaście tysięcy złotych – przyznaje hodowca z Wielkopolski, który gospodaruje na ponad 100 ha.

Ile więc kosztuje ubezpieczenie od suszy? Firmy nie chcą podawać konkretnych stawek tłumacząc, że zależą one od wielu czynników, m.in. rodzaju uprawy, klasy gleby, wydajności z hektara, a także prognozowanej ceny zbytu. Przykładową wysokość składki dla pszenicy wylicza jednak TUW „TUW”. Ubezpieczenie hektara pszenicy ozimej, przy wydajności 7 t/ha i cenie skupu 700 zł/t będzie kosztowało rolnika 74 zł/ha. Jest to 35 proc. pełnej składki. 65 proc. pokryje bowiem budżet państwa. Natomiast na ubezpieczenie hektara pszenicy jarej, której wydajność wyniesie 6 t/ha, a cena 700 zł/t, gospodarz będzie musiał wydać 142 zł/ha. W tym przypadku 264 zł/ha dołoży państwo.

Państwo i tak pomoże

- Z danych, które zebraliśmy przy okazji szacowania szkód po tegorocznej suszy wynika, że jedna trzecia naszych rolników nie ubezpieczyła upraw od żadnego ryzyka. Na polisę „suszową” nie zdecydował się żaden – mówi Jarosław Warmke, specjalista ds. rolnictwa w Urzędzie Miasta i Gminy Nakło nad Notecią (woj. kujawsko-pomorskie). – Już w zeszłym roku, kiedy przez naszą gminę przeszła potężna nawałnica, gospodarze narzekali, że ze względu na brak ubezpieczenia upraw otrzymają od państwa okrojoną pomoc. W tym roku te same osoby nadal nie mają polis. Szkoda, że nie wyciągają wniosków – dodaje.

- Zdecydowanie wyciągają wnioski. Ale z tego, co mówią politycy – twierdzi z kolei prof. Jacek Kulawik z Zakładu Finansów Rolnictwa Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB. Przypomina wystąpienie premiera Mateusza Morawieckiego z czerwca tego roku. Premier zapewnił wówczas, że: „My na pewno nie powiemy nigdy rolnikom, że trzeba było się ubezpieczać. Nie chcemy zostawiać rolników samych sobie”. Wypowiedź Morawieckiego była parafrazą słynnego stwierdzenia Włodzimierza Cimoszewicza po powodzi stulecia w 1997 r. – Ówczesny premier powiedział wtedy, że trzeba być przezornym i się ubezpieczać, ale ta prawda jest ciągle mało powszechna. Oczywiście, miał rację. Jego słowa zostały jednak odebrane przez rolników jako przejaw arogancji i słono kosztowały go w kolejnych wyborach. Morawiecki nie chciał popełnić tego samego błędu. Dla rolników jego przekaz był więc jasny: nie musicie się ubezpieczać, bo państwo i tak wam pomoże – nie pozostawia wątpliwości prof. Kulawik. – Dobrze byłoby, gdyby rząd mówił w tej sprawie jednym głosem. Po deklaracjach premiera apele ministra rolnictwa o wykupywanie polis raczej nie odbiły się szerszym echem – uważa.

Wypłaty wyższe niż składki

Zdaniem eksperta z IERiGŻ, ubezpieczenie od suszy jest wyjątkowo trudne, ponieważ zwykle dotyka ona bardzo dużej liczby gospodarstw. W tym roku ponad 200 tys. – Ze względu na skalę zjawiska firmy ubezpieczeniowe podchodzą do tego tematu niechętnie, boją się go jak ognia. Wypłaty mogą bowiem przekroczyć zgromadzone zasoby – wyjaśnia prof. Kulawik. Jego słowa potwierdza Andrzej Maciążek, wiceprezes Polskiej Izby Ubezpieczeń: – W ostatnich 10 latach był rok, kiedy ubezpieczyciele w większym stopniu weszli w ryzyko suszy. I niestety, bardzo na tym stracili, ponieważ składka była kilkukrotnie niższa niż wypłacone odszkodowania. Ta sytuacja pokazała, że susza jest ryzykiem trudnym nie tylko dla rolników, także ubezpieczycieli – przyznaje i podkreśla, że w kontekście zmian klimatycznych i coraz częściej występującej suszy ubezpieczenia rolnicze będą dla branży w kolejnych latach jednym z największych wyzwań.

- Na pocieszenie, to nie jest tylko problem Polski. Inne kraje też się z nim borykają – dodaje prof. Kulawik.

Motywacja do nawadniania

Sytuację chce poprawić ministerstwo rolnictwa, które przygotowało projekt nowelizacji ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich. 18 września dokument przyjęła Rada Ministrów. Zakłada on wprowadzenie tzw. franszyzy redukcyjnej. W uproszczeniu: rolnik, który będzie chciał ubezpieczyć swoje uprawy od suszy, sam będzie mógł wybrać poziom zmniejszenia odszkodowania o 20, 25 lub 30 proc. sumy ubezpieczenia w zamian za niższą składkę. Jak wyjaśnia ministerstwo, takie rozwiązanie pozwoli producentom rolnym na uzyskanie odszkodowania z tytułu suszy przynajmniej w wysokości umożliwiającej zwrot poniesionych kosztów produkcji. „Producent rolny będzie mógł sam zdecydować, jaki poziom strat w uprawach przyjmie jako swoje ryzyko i z tego tytułu nie otrzyma od zakładu, z którym zawarł umowę ubezpieczenia, odszkodowania” – wyjaśnia resort w uzasadnieniu do projektu nowelizacji. Zaznacza przy tym, że nadal zachowany zostanie udział własny rolnika w polisie na poziomie 10 proc. wartości szkody w przypadku ubezpieczeń od wszystkich ryzyk, z wyłączeniem suszy. Dla przykładu: jeśli straty w jego gospodarstwie zostaną oszacowane na 10 tys. zł, producent otrzyma 90 proc. tej kwoty, czyli 9 tys. zł.

Jak wyjaśnia minister rolnictwa Jan K. Ardanowski, przeniesienie ryzyka w wysokości 20-30 proc. na producenta rolnego pozwoli zakładom zaoferować tańsze ubezpieczenia upraw od suszy, ponieważ jej skutki nie będą ponoszone tylko przez ubezpieczycieli, ale również przez rolników. - Oni natomiast będą bardziej zmotywowani do lepszego zabezpieczania się przed suszą, na przykład poprzez właściwy dobór odmian i nawadnianie pól – tłumaczy.

Sceptycznie podchodzi do tego Instytut Gospodarki Rolnej zwracając uwagę, że wiele gospodarstw już teraz stanęło na granicy upadłości, co uniemożliwi im prowadzenie jakichkolwiek modernizacji retencyjnych. „W ich przypadku nie nastąpiłoby zatem redukowanie negatywnych skutków wystąpienia ryzyka suszy” – twierdzą eksperci IGR.

Cały tekst można przeczytać w październikowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

(kap)
Fot. Tytus Żmijewski



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat