Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy otrzymałeś/aś już pomoc po ubiegłorocznej suszy?
 
Tak
Nie
Nie składałem/am wniosku


Artykuł z numeru: 6/2020

Za pan brat z bakteriami


O bakteriach probiotycznych i ich zastosowaniu w uprawach rolnych i ogrodniczych, w produkcji zwierzęcej, a także w domu, może z pasją opowiadać godzinami. Uważa, że tylko dzięki probiotykom ledwie 34-hektarowe gospodarstwo rolno-sadownicze utrzymuje ponad 30-osobową rodzinę.

- Moja żona i ja, a także wszystkie nasze dzieci, a mamy ich siedmioro, razem z rodzinami pracują w gospodarstwie – mówi Marek Brunka, rolnik z Pawłowa k. Chojnic w woj. pomorskim. – Mamy poczucie stabilności i jesteśmy szczęśliwi.

Kilkadziesiąt oprysków

W latach 70. ub. wieku ojciec rolnika miał zakład rzemieślniczy, szukał jednak dodatkowych źródeł dochodu. Kupił więc niespełna 11-hektarowe gospodarstwo w Pawłowie. Żeby pomóc rodzicom w pracy na roli Marek Brunka na II roku przerwał studia na Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. Od 1981 r. gospodaruje z żoną Renatą. W ciągu pierwszych kilkunastu lat powiększyli areał do 34 ha.

Zamiast dalej kupować ziemię, na początku lat 90. założyliśmy sad – wspomina. – Początkowo uprawiałem wiśnie, czereśnie i śliwy. Po kilku latach posadziłem też jabłonie. Wtedy drzewa owocowe rosły już na 13 hektarach, resztę zajmowały uprawy rolnicze. Produkowałem owoce przemysłowe. Później zlikwidowałem sady czereśniowy i wiśniowy, zostały jabłonie i śliwy. Uprawiałem je konwencjonalnie. Niestety, metodyka ochrony zakłada oprysk za opryskiem. W sezonie wykonywałem kilkadziesiąt zabiegów środkami chemicznymi. Ponieważ sady otaczały dom i podwórze gospodarcze, pestycydy zawsze znosiło na siedlisko. Konsekwencją były choroby. Dlatego postanowiłem przekształcić sady w ekologiczne. Nie było to jednak korzystne. Plony spadły, a nie sprzedawałem owoców po wyższych cenach. Z powodu oddalenia naszego gospodarstwa od większych miast nie było wielkiego popytu.

Kiedy jeszcze sady miały certyfikat ekologiczny, na przedwiośniu 2007 r. Marek Brunka w radiu usłyszał o EM-ach, czyli efektywnych mikroorganizmach (- Dzisiaj mówimy – Pro Bio EM-y – zwraca uwagę). – Do radia dzwonili rolnicy, którzy już stosowali mikroorganizmy, a ja byłem zdumiony. Chciałem się dowiedzieć, czy EM-y można stosować w sadach – wspomina.

Mikroorganizmy w centrum

Zgłosił się więc do firmy Probiotics Polska, która od dwóch lat sprzedawała preparaty wytworzone na bazie bakterii probiotycznych. Jej prezes, Sławomir Gacka przyjechał do Pawłowa z 5-litrowym kontenerem probiotyków. – Wypróbowałem go na części ogrodu warzywnego i przekonałem się, że probiotyki zmieniają strukturę gleby – piaski zyskują strukturę gruzełkową, co trwa kilka lat, a ciężkie gliny się rozsypują, co trwa kilka miesięcy – mówi Marek Brunka. – Tam, gdzie gleba była zaszczepiona probiotykami rośliny miały intensywny ciemnozielony kolor. Warzywa rosły jak na drożdżach. A woda w stawie, z którego napełniałem opryskiwacz, zrobiła się przezroczysta po miesiącu od wlania probiotyków. Już wiosną i na początku lata zacząłem probiotykami opryskiwać sady. Cieszyło mnie, że nie trujemy się chemią. Po pewnym czasie przedstawiciele Probiotics Polska zaproponowali nam, żebyśmy probiotyki nie tylko stosowali, ale też je namnażali.

Rolnik wspomina, że z żoną zdecydowali, iż przyjmą propozycję. – Czuliśmy, że to coś fenomenalnego – nie ukrywa entuzjazmu. – Podpisaliśmy więc sublicencję z amerykańską firmą SCD Probiotics i teraz w ramach spółki Probiotics Polska prowadzimy jedno z 27 regionalnych centrów mikroorganizmów. Nasze nazywa się Brunka Natural. Wytwarzamy w gospodarstwie dwa produkty – EM Farma i EM Farma Plus, do zastosowania w produkcji roślinnej i zwierzęcej. Mamy też trzeci produkt, którego jestem prawnym właścicielem i sprzedawany jest pod moją marką. To krem oparty na probiotykach, z kwasem bursztynowym i masłem shea. Jesteśmy niezależni, mamy odbiorców na całym świecie. Ostatnio podpisaliśmy umowę z jedną z firm azjatyckich.

Bakterie i drożdże

Pro bio EM-y to preparaty oparte na pozyskanych z natury, niezmodyfikowanych genetycznie bakteriach kwasu mlekowego, bakteriach fototroficznych i drożdżach. Należą do biostymulatorów. Bakterie kwasu mlekowego hamują rozwój mikroorganizmów chorobotwórczych, wspomagają pracę układu pokarmowego i stymulują odporność. Drożdże znane są jako starter fermentacji, dzięki nim powstaje wiele substancji biologicznie czynnych: aminokwasów, enzymów czy polisacharydów. Natomiast bakterie fototroficzne (fotosyntetyczne) wykorzystują energię słoneczną do metabolizowania substancji organicznych i nieorganicznych.

Gotowe preparaty z EM-ami hamują rozwój drobnoustrojów gnilnych i chorobotwórczych, redukują szkodliwe gazy – siarkowodór i amoniak, spowalniają proces utleniania i działanie wolnych rodników. Dzięki swej uniwersalności technologia EM, opracowana przez japońskiego prof. Teruo Higę, byłego pracownika naukowego Uniwersytetu Ryukyus, a zmodyfikowana przez amerykańskiego naukowca Matthew Wood’a, autora probiotycznej technologii SCD, znajduje zastosowanie w wielu dziedzinach. Można za jej pomocą poprawiać zdrowie roślin, zwierząt i ludzi, oczyszczać wodę, utylizować nieczystości, neutralizować przykre zapachy, przyspieszać kompostowanie resztek roślinnych. Stosuje się ją w przemyśle spożywczym i w kosmetologii.

Próchnica jest najważniejsza

- Ludzie będą zdrowi wtedy, gdy będą jeść zdrowe produkty. A one będą zdrowe tylko wtedy, gdy gleba będzie zdrowa. Dlatego na przykład pomidory uprawiane na matach nie mają nic wspólnego z prawdziwymi pomidorami, oprócz koloru – uważa rolnik. I przypomina, że 1 proc. próchnicy zatrzymuje 120-150 tys. l wody i ok. 30 kg azotu organicznego, który nie zakwasza gleby i praktycznie jest niewymywalny.

Dlatego – jego zdaniem – rolnicy popełniają ogromny błąd nie badając zawartości próchnicy w glebie i wszelkimi sposobami jej nie zwiększając. – To dla mnie rzecz niepojęta. Badamy zawartość NPK i odczyn gleby, chociaż uważam, że w naszych glebach nie brakuje wapnia. Mamy wręcz przewapnowane pola, co powoduje zahamowanie pobierania wielu makro- i mikroskładników. Jeśli plon zbóż sięga 8 ton z hektara, to wywozimy z pola z plonem około 40 kilogramów wapnia. Dlaczego w takim razie dajemy pół, albo nawet 3 tony nawozów wapniowych na hektar, skoro wywozimy tylko kilkadziesiąt kilogramów? – pyta rolnik. – A przecież najważniejszym czynnikiem plonotwórczym jest próchnica. Uważam, że państwo powinno dotować badania zawartości próchnicy w glebie, bo teraz zbadanie jednej próbki kosztuje około 40 złotych.  

Cały tekst można przeczytać w czerwcowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Małgorzata Felińska
Fot. Jarosław Pruss



Komentarze
Dodaj komentarz
 
© 2013 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone | Polityka prywatności | Regulamin | Regulamin prenumerat