Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:

Rolnik DzierżawcaNowoczesna UprawaRolniczy Przegląd TechnicznyHoduj z głową bydłoHoduj z głową świnie


Sonda
Czy uważasz, że w Polsce powinien obowiązywać zakaz hodowli zwierząt futerkowych i zakaz uboju rytualnego (poza potrzebami krajowych wspólnot religijnych)?
 
Tak
Nie
Nie mam zdania


Artykuł z numeru: 10/2020

Choroby kukurydzy w 2020 roku


W tym roku choroby kukurydzy nie stanowiły dużego zagrożenia dla wysokości i jakości plonów na większości plantacji. Poza nielicznymi wyjątkami silniejszego wystąpienia głowni guzowatej, rdzy kukurydzy, drobnej plamistości liści czy fuzarioz był to sezon dość spokojny.

Bardzo duży wpływ na kondycję roślin, a później ich plonowanie miały warunki pogodowe – dużym problemem była susza, a także lokalne gradobicia i wichury.

Sezon wegetacyjny kukurydzy rozpoczął się chłodnym kwietniem i majem, co spowodowało, że wzrost roślin został zakłócony, natomiast lokalnie pojawiające się przymrozki w połowie maja uszkodziły nadziemne części roślin.

Zgorzel siewek i głownia guzowata

Jedną z chorób, która lubi takie warunki jest zgorzel siewek wywoływana przez grzyby z rodzaju Pythium i Fusarium. Jednak wskutek niedoborów wody w glebie patogeny te miały w tym roku utrudniony rozwój, dlatego wystąpiły w niewielkim nasileniu. Zdarzały się sytuacje, że w niektórych miejscowościach doszło do silniejszego pojawu zgorzeli i braku wschodów, jednak miały na to wpływ lokalne warunki: zbyt głęboki siew, zbita gleba, czy też zastoiska wody opadowej. Zabezpieczanie ziarna kukurydzy fungicydami bardzo skutecznie ogranicza pojaw zgorzeli, co potwierdziło się także w bieżącym sezonie. Pomimo wykreślenia tiuramu, nadal w rejestrze środków ochrony roślin pozostają zaprawy chroniące rośliny przed tą chorobą.

Wiosną lokalnym problem okazała się także pierwsza generacja głowni guzowatej kukurydzy, która niekiedy porażała ok. 40 proc. roślin. Nie obserwowano występowania tej choroby na tak dużą skalę jak w minionym roku, kiedy lokalnie porażonych było nawet 100 proc. roślin. W tym roku problem był bardziej widoczny na plantacjach prowadzonych w monokulturze, na których w roku wcześniejszym choroba ta liczniej się pojawiła. Głównym czynnikiem, który przyczynił się do lokalnego wzrostu zagrożenia głownią była ploniarka zbożówka, w mniejszym stopniu przymrozek w połowie maja, który uszkodził liście. Ploniarka nie spowodowała dużych uszkodzeń, ale w miejscu żerowania larw lokowała się głownia, która później dała początek kolejnym generacjom choroby. To z tego powodu późniejsze pokolenia głowni uaktywniły się na kolbach i łodygach.

Dlaczego rośliny z nasion zaprawionych zaprawą przeciwko głowni guzowatej wykazują takie objawy wczesną wiosną? Tu należy wyjaśnić, że sytuacja byłaby gorsza, gdyby tej zaprawy nie było, ale należy pamiętać, że zaprawa zupełnie inaczej działałaby, gdyby porażeniu i rozwojowi głowni nie sprzyjał szkodnik, który w sposób mechaniczny niszczy tkanki i tym samym otwiera bramę do wniknięcia zarodników grzyba w roślinę. Tam, gdzie zastosowano zaprawę przeciwko głowni oraz oprysk przeciwko ploniarce, efekty zwalczania obu agrofagów były bardzo dobre.

Głownia pyląca i choroby liści

W bieżącym sezonie wegetacyjnym nie było sygnałów o licznym pojawie głowni pylącej. Pojedyncze rośliny z objawami porażenia były obserwowane głównie w monokulturach na południu Polski. Nawet na tych stanowiskach, na których głownia ta pojawiała się częściej w latach ubiegłych (jej zarodniki zachowują żywotność do 10 lat), w bieżącym roku choroba prawie nie wystąpiła, co potwierdza, jak duży wpływ na pojaw chorób mają warunki pogodowe.

Spośród chorób liści, tylko lokalnie stwierdzono wzrost zagrożenia ze strony rdzy kukurydzy i drobnej plamistości liści. Choroby te uwidoczniły się głównie na południu Polski, która to część kraju słabiej ucierpiała na skutek suszy. Obserwowano jednak duże różnice w nasileniu choroby w zależności od lokalizacji oraz uprawianej odmiany kukurydzy. Na plantacjach w okolicach Przemyśla i Jarosławia (woj. podkarpackie) były takie miejscowości, w których ponad 80 proc. roślin wykazywało objawy chorobowe, lecz uszkodzenie blaszki liściowej było niewielkie. W okolicach Bydgoszczy choroby te wystąpiły w marginalnym nasileniu, głównie z powodu suszy.

Pomimo suszy i wysokich temperatur niewielkie było też porażenie roślin przez żółtą plamistość liści kukurydzy (helmintosporioza), której te warunki zwykle sprzyjają. Odsetek roślin opanowanych przez tę chorobę rzadko przekraczał 10 proc. Oczywiście, zdarzały się wyjątki. Pracownicy Instytutu Ochrony Roślin – PIB podczas lustracji obserwowali np. na Lubelszczyźnie plantacje, gdzie ponad 40 proc. roślin miało na blaszkach liściowych objawy tej choroby, w tym niektóre były w pełni zaschnięte z powodu porażenia.

Niewielkie nasilenie chorób liści to obok suszy skutek tego, że szkodniki takie jak np. mszyce nie znalazły dobrych warunków rozwoju. Choć wciornastki i przędziorek chmielowiec wystąpiły licznie, to jednak niska wilgotność roślin ograniczała infekcję i późniejszy rozwój patogenów w tkankach.

Fuzariozy

Nadal najgroźniejszymi chorobami kukurydzy były fuzariozy: fuzarioza łodyg oraz zgnilizna korzeni i zgorzel podstawy łodygi. Wskutek tego, że omacnica prosowianka wystąpiła w wielu regionach w niższym niż dotychczas nasileniu zaobserwowano, że i fuzarioz było mniej. Na południu Polski, na polach kukurydzy z odmianami różnych firm i o różnej wczesności we wrześniu odnotowano, że porażenie kolb przez fuzariozę było bardzo zróżnicowane i wynosiło od 5 do 35 proc., przy czym trzeba mieć na uwadze, że wystąpiło opóźnienie w wegetacji roślin, zatem do zbioru plonów sytuacja może się jeszcze zmienić. Podobnie z fuzariozą łodyg, która opanowywała niewielką część roślin. Na polach monitorowanych przez IOR-PIB w południowej Polsce, na których silnie wystąpiła ta choroba, uszkodzonych było maksymalnie 15 proc. roślin na plantacji. To stosunkowo niewiele w porównaniu z niektórymi latami, gdy na skutek silnego rozwoju fuzariozy wylegały całe hektary roślin. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że jeżeli pogoda nie ulegnie załamaniu, ziarno nie będzie zawierało mykotoksyn ponad dopuszczalne poziomy. 

Cały tekst można przeczytać w październikowym numerze miesięcznika „Przedsiębiorca Rolny”

Tekst i fot. dr hab. inż. Paweł K. Bereś, prof. IOR-PIB
mgr inż. Łukasz Siekaniec
mgr Ewelina Mazur
mgr Łukasz Kontowski
Instytut Ochrony Roślin – PIB, Poznań
Terenowa Stacja Doświadczalna w Rzeszowie



Komentarze
Dodaj komentarz